Wystawa fotografii Marcin Górski „CHINESE BOX

Związek Pol­s­kich Artys­tów Fotografików Okręg Śląs­ki zaprasza na wys­tawę fotografii Marcin Górs­ki „CHINESE BOX”. Wernisaż odbędzie się w środę 1 kwiet­nia 2026 roku o godz. 18.30 w „Galerii Katow­ice” Związku Pol­s­kich Artys­tów Fotografików Okręg Śląs­ki przy ul. Dąbrowskiego 2. Wys­tawę moż­na oglą­dać do 30 kwiet­nia 2026 roku od wtorku do piątku w godz. od 17.00 do 20.00. Kura­torką wys­tawy jest Maga Ćwieluch. Wstęp wolny.

Marcin Górs­ki – fotograf, kura­tor i pop­u­laryza­tor fotografii. Członek Związku Pol­s­kich Artys­tów Fotografików (ZPAF). Spec­jal­izu­je się w fotografii doku­men­tal­nej, kon­cen­tru­jąc się na małych społecznoś­ci­ach i relac­jach człowieka z architek­turą. W swo­jej pra­cy częs­to współpracu­je z socjologa­mi i etnografami.
Jego fotografie prezen­towane były na ok. 100 wys­tawach w Polsce i za granicą, m.in. we Francji, Por­tu­galii, Szwecji, Japonii i USA. Jest autorem i współau­torem pub­likacji fotograficznych wydanych w Polsce, Por­tu­galii i Iranie oraz pro­jek­tów doku­men­tal­nych poświę­conych zanika­ją­cym trady­cjom, takich jak Madeiro, Quares­ma, Fado czy Balcerek.
Prace Marci­na Górskiego ukazy­wały się w mag­a­zy­nach fotograficznych i kul­tur­al­nych, m.in. NY Arts Mag­a­zine, Prism Mag­a­zine, ReFo­to czy por­tu­gal­skim Dile­ma. Artys­ta był wielokrot­nie nagradzany, m.in. na Bien­nale Architek­tu­ry w Krakowie, Bien­nale Kra­jo­brazu w Kiel­cach, Black and White Spi­der Awards, Kol­ga Tbil­isi Pho­to, Urban Pho­to Awards oraz Siena Awards.
Marcin Górs­ki był współza­łoży­cielem i preze­sem Gli­wick­iego Domu Fotografii oraz współor­ga­ni­za­torem Gli­wick­iego Miesią­ca Fotografii, gdzie pełnił także funkcję kura­to­ra wielu wys­taw. Współt­worzył Grup­po F, odpowiedzial­ną za por­tal The F Blog – jeden z najważniejszych skan­dy­naws­kich ser­wisów fotograficznych lat 2006–2010. Należał również do por­tu­gal­s­kich grup fotograficznych Pon­tos de Vista, Agên­cia Calipo i Fotoal­ter­na­ti­va, współpra­cow­ał z mag­a­zy­na­mi Dile­ma i Camera.doc, a także był członkiem KGF Col­lec­tive i kolegium redak­cyjnego Fotoindex.
Z Chi­na­mi związany jest od 1989 roku. 
Zawodowo pracu­je jako pro­fe­sor aka­demic­ki, prowadząc m.in. wykłady i zaję­cia z fotografii na Wydziale Architek­tu­ry Politech­ni­ki Śląskiej w Gli­wicach. Współt­worzył i współko­or­dynu­je Europe­js­ki Uni­w­er­sytet EURECA-PRO.

CHINESE BOX
Marcin Górski
Kura­tor­ka: Maga Ćwieluch
Nie ma w tych fotografi­ach porząd­ku archi­wum ani chronologii podróży. Nie jest to repor­taż czy też opowieść podróżnicza. To zapis­ki. Wyjęte z pry­wat­nej szkatuł­ki — chińskiego pudeł­ka, w którym każ­da rzecz zaw­iera kole­jną, a każ­da his­to­ria może otwier­ać następ­ną. Są światłem, emocją, echem dźwięku języ­ka, którego się nie rozumie.
Światło i kolor w tych fotografi­ach przy­wołu­ją sko­jarzenia z fil­mową wrażli­woś­cią Christo­phera Doyle’a, oper­a­torskim okiem Wong Kar-wai’a — z tą szczegól­ną mieszanką melan­cholii i nasyce­nia, która w lat­ach dziewięćdziesią­tych pod­biła wyobraźnię europe­js­kich widzów. Nie jest to zwykła koin­cy­denc­ja, ani przy­pad­kowe porów­nanie. To właśnie czas, kiedy 17-let­ni biały Europe­jczyk wyruszył w swo­ją pier­wszą azjaty­cką podróż. Do kra­ju, ze świeżą raną zadaną na pekińskim Placu Niebi­ańskiego Spoko­ju (Placu Tianan­men). Kra­ju, który udawał, że sam w sobie ma ten spokój. Marcin Górs­ki pojechał tam, a później powracał ze swoim zachod­nim sposobem patrzenia, szczęśli­wie nie próbu­jąc niczego tłu­maczyć ani porząd­kować. Jest ucz­ci­wym obser­wa­torem, który uważnie uczy się innego porząd­ku w pod­pa­try­wanej rzeczywistości.
Kolor nie jest tu deko­racją, lecz tem­per­aturą miejs­ca: wilgo­t­nym neonem noc­nej uli­cy, czer­wienią lakieru, zie­lenią plas­tiku, i wresz­cie mlecznym światłem popołud­nia. Moż­na niemal usłyszeć charak­terysty­czny, prze­ciągły zaśpiew języ­ka, zda­nia zaw­ies­zone w powi­etrzu z pyta­jącą intonacją. Głosy uli­cy, które nie kończą się krop­ką, tylko miękkim zawieszeniem.
Tytułowe Chi­nese Box zacz­erp­nięte jest wprost od Wayne’a Wan­ga, który w swo­jej fil­mowej opowieś­ci lat dziewięćdziesią­tych opowiadał o mieś­cie zaw­ies­zonym między epoka­mi, języka­mi i sys­tema­mi znaczeń, ale też o pamię­ci, która nie daje się zamknąć w jed­nej nar­racji. Wyobraź­nia pozwala poczuć fas­cy­nację Marci­na Górskiego obrazem malu­ją­cym his­torię białego mężczyzny związanego uczu­ciowo z chińskim światem, który zma­ga się z niemożnoś­cią pełnej doń przynależności.
Jest też wątek, bez którego jakiejkol­wiek, nawet najbardziej poe­t­y­ck­iej opowieś­ci o Chi­nach trud­no jest ist­nieć. Pro­pa­gan­da. I tu nie zni­ka, ale też nie domin­u­je. Jest jak deko­rac­ja, ele­ment tła, albo jak mur­al, który wisi zbyt dłu­go, żeby jeszcze kogoś przekony­wał, a jed­nocześnie zbyt wyraźnie, żeby go nie zauważyć. Hasła o armii jako Wielkim Murze i ludzie będą­cym jej opar­ciem spo­tyka­ją się tu z miękkoś­cią codzi­en­noś­ci: plas­tikowym krzesłem przed sklepem, suszą­cym się praniem, światłem odbitym w szy­bie. Ofic­jal­ny rytm państ­wa, który wyczuwa się częs­to nawet w pozornie niewin­nych ges­tach czy prostej sym­bo­l­ice, przeci­na się z prozą prostej codzienności.